
Opiszę krótko moich bohaterów.
1. Hania trafiła w moje ręce jak miała prawie miesiąc i jest
najgłośniejszym dzieckiem jakie do mnie trafiło. Hania 20 godzin na dobę
krzyczała. Jej krzyk miał taki ton, że myślałam, że mi bębenki w uszach pękną.
Rodzice gdy przyszli pierwszy raz wyglądali jak dwa cienie- zmęczeni,
przerażeni, bez nadziei, że ich sytuacja się zmieni. Na
pierwszej wizycie zbadałam Hanię i nic oprócz podwyższonego napięcia
mięśniowego nie zaniepokoiło mnie. Odruchy, reakcje i siła mięśniowa były w
normie. Nauczyłam rodziców dwóch technik rozluźniających wg metody NDT- Bobath
oraz prawidłową pielęgnację w myśl owej metody. Dziecko zostało wyniesione na
śpiku. Można by było pomyśleć, że tak wyszło. Rodzice umawiali się ze mną
codziennie i prawie za każdym razem dziecko po ćwiczeniach, albo w trakcie
zasypiało. Mało tego - Hania zaczęła się uśmiechać i głużyć. W domu sytuacja
powoli zaczęła się zmieniać- rodzice mogli wyznaczyć między sobą dyżury na
nocne karmienia Hani i wreszcie mogli się wyspać. Po dwóch tygodniach
pożegnaliśmy się, bo ja w tej chwili nie mogłam więcej zrobić. Rodzice
stosowali się do zaleceń, radzili sobie z ćwiczeniami, a Hania zaczęła panować
nad kolką dzięki temu, ze była odpowiednio rozluźniana.
2. Zuzię poznałam jak miała niespełna 3 tygodnie. I znów historia się
powtarza- przychodzą dwa cienie rodziców z
dzieckiem, które w dzień około południa krzyczy przez około 2-3 godziny
i w nocy od 23 zaczyna się druga akcja z 2-3 godzinnym płaczem. Po zbadaniu
widzę, że Zuzia jest bardzo napięta, zwłaszcza w obręczy barkowej i ma bardzo
mocno nasilony odruch Moro. Podwyższone napięcie mięśniowe często idzie w parze
z nasilonym odruchem Moro. Gdy dziecko jest napięte, czuje się niepewnie we własnym
ciele i reprezentuje to właśnie przez wciąż powtarzający się odruch
przestrachu. Dziecko boi się zmiany pozycji, każdy ruch moich rąk skutkował u
Zuzi odruchem Moro, w konsekwencji większym napięciem i płaczem. Musiałam Zuzię
naprawdę bardzo delikatnie dotykać, wolno zmieniać ułożenie barków i łopatek
oraz powoli puszczać trzymaną rączkę i musiałam cicho i łagodnie do niej mówić.
A i tak na początku ciągle się wzdrygała. Jednak udało mi się na pierwszych
zajęciach tak wpłynąć na Zuzię, że nagle uspokoiła się, bez brania jej na ręce. Rodzice na następnym spotkaniu
mówili, że Zuzia po ćwiczeniach spała 4 godziny (pierwszy raz tak długo) , i że
do końca dnia była taka spokojna i luźna. Z Zuzią pracowałam 4 tygodnie z
częstotliwością dwa razy w tygodniu przez pierwsze dwa tygodnie, a przez
kolejne dwa tygodnie raz w tygodniu. Po dwóch tygodniach mama Zuzi pozbyła się
podkrążonych ze zmęczenia oczu, a po trzech tygodniach śmiała się szczerze. To
dla mnie jest największa nagroda- gdy widzę spokojne dziecko i zadowolona mamę.
3. Oliwię poznałam jako sześciotygodniowe niemowlę, ponieważ cały
dzień płakała. Na pierwszy rzut oka nie widziałam nic niepokojącego. Jednak jak
zaczęłam ją badać w zawieszeniu i zmieniałam pozycje, Oliwia zaczęła się
napinać i płakać. Ocenia się takie zachowanie jako niepewność grawitacyjną,
tzn. że każda zmiana położenia dziecka i ruch powoduj, że dziecko nie czuje się
pewnie i się napina, a to z kolei powoduje płacz. Wysnułam wnioski, które po
chwili się potwierdziły. Oliwia najprawdopodobniej miała wzdęcia, rodzice chcąc
ją uspokoić brali dziecko na ręce i cały czas nią bujali,
"potrząsali", robili samolociki. A to powodowało odwrotne skutki-
zamiast uspokoić, jeszcze bardziej stymulowało dziecko do płaczu. Dziecko z
niepewnością grawitacyjną w większości przypadków ma nasilony odruch Moro i
podwyższone napięcie mięśniowe podczas zmiany pozycji. Takimi dziećmi
powinniśmy obchodzić się delikatnie- powoli obracać na boczek, powoli z leżenia
brać na ręce, uspokajać bez zbędnych ruchów i podskoków, powinniśmy również
mówić łagodnie i w miarę cicho. A gdy dziecko przestaje się wzdrygać przy
zmianach pozycji można podnosić poprzeczkę i z czasem wprowadzać bujanie czy
samolocik- tylko trochę wolniej i krócej. W końcu dziecko będzie czerpało
radochę z naszych wygłupów, a nie tylko strach.
Wracając do Oliwki- wystarczyło
poinstruować rodziców jak powinni pielęgnować swoją pociechę, plus ćwiczenia
rozluźniające, żeby utrwalić prawidłowe napięcie. na kolejnej wizycie rodzice z
zadowoleniem powiedzieli, że dziewczynka jest spokojniejsza, płacz nasila się
stopniowo i można ją znacznie szybciej uspokoić. W sumie odbyły się cztery
rehabilitacje w gabinecie jeden raz w tygodniu. Dlaczego wiedziałam, że to nie
kolki? Ponieważ płacz dziecka nie był tak intensywny jak w przypadku kolki i
mogłam dość szybko, spokojnie uspokoić Oliwkę. Dziecko w nocy spało, bo nie
było stymulowane "uspokajaniem".
Co to jest kolka niemowlęca?
Kolka czyli ból brzucha wywołuje u dziecka niesamowity płacz wręcz krzyk, którego nie można w żaden sposób ukoić. Dziecko jest niespokojne, napięte, robi się czerwone, czasem wręcz bordowe. Kolki pojawiają się codziennie lub kilka razy dziennie, zawsze o tych samych porach. Kolkę zawsze porównuję do koła, które się samo napędza.
Dziecko boli brzuch i płacze - boli więc się napina, a jak się napina to boli jeszcze bardziej i płacze jeszcze mocniej.
Kolka czyli ból brzucha wywołuje u dziecka niesamowity płacz wręcz krzyk, którego nie można w żaden sposób ukoić. Dziecko jest niespokojne, napięte, robi się czerwone, czasem wręcz bordowe. Kolki pojawiają się codziennie lub kilka razy dziennie, zawsze o tych samych porach. Kolkę zawsze porównuję do koła, które się samo napędza.
Dziecko boli brzuch i płacze - boli więc się napina, a jak się napina to boli jeszcze bardziej i płacze jeszcze mocniej.
![]() |
Zobacz jak "napompowany" brzuch po ćwiczeniach stał się miękki. |
W myśl tej mojej teorii stosuję
następujące rozwiązanie. Gdy dziecko płacze i nie można go uspokoić, bo i tak
nic nie działa, to zamiast przytulać dziecko i płakać razem z nim połóż je na
łóżku i rozluźnij je. W ten sposób
damy początek napędowi innego koła. Boli
brzuch- rozluźnij! Brak napięcia = brak większego
bólu= mniej intensywny płacz. Jak dziecko będzie luźniejsze, to ból nie będzie się nasilał, a
jak ból będzie mniejszy, to płacz będzie trwał krócej i będzie mniej intensywny.
W rezultacie dziecko zacznie z naszą
pomocą radzić sobie w pewnym sensie z kolkami. Ja nie likwiduję kolek, ja po
prostu pomagam zmniejszyć dolegliwości związane z kolką i zmniejszam jej nasilanie
się.
Kolejną rzecz jaką możesz zrobić to położyć swoją rękę bardzo delikatnie na brzuszku dziecka. Cała powierzchnia twojej ciepłej dłoni sprawi przyjemność twojej dzidzi. To działa niemal zawsze.
Kolejną rzecz jaką możesz zrobić to położyć swoją rękę bardzo delikatnie na brzuszku dziecka. Cała powierzchnia twojej ciepłej dłoni sprawi przyjemność twojej dzidzi. To działa niemal zawsze.
Nie jest prawdą, że to normalne,
że jak dziecko płacze to się napina. Nie powinno tak być. Dziecko jak płacze
wykonuje niespokojne ruchy rękami i nogami, ale nie powinno się spinać.
W gabinecie stasuję terapię czaszkowo- krzyżową, która rewelacyjnie "reguluje" dzieci od środka. Dzieci ją uwielbiają, zazwyczaj uspokajają się i często zasypiają.
W gabinecie stasuję terapię czaszkowo- krzyżową, która rewelacyjnie "reguluje" dzieci od środka. Dzieci ją uwielbiają, zazwyczaj uspokajają się i często zasypiają.
Kolka ma trwać do końca 4 miesiąca życia, jednak można dziecku ulżyć rozluźniając je. Po co czekać, jeśli można spróbować pomóc mu już teraz. Rodzice relacjonują mi później, że ich dziecko rozluźniane regularnie szybciej się uspokaja, płacz nie jest taki intensywny, dziecko szybciej zasypia i dłużej śpi. A oni - rodzice czerpią radość z posiadania dziecka.
Nie chcę się wymądrzać jaki jest mechanizm
kolki. Na ten temat znajdziecie mnóstwo publikacji w internecie , które można
doczytać jeżeli ktoś będzie czuł niedosyt po przeczytaniu tego artykułu.
Zachęcam do zapoznania się z moim postem o prawidłowej pielęgnacji dziecka oraz instruktażem ćwiczeń dla dzieci z napięciem. Wszytko co tam znajdziesz jest jak najbardziej wskazane wprowadzić w codzienność.
Zachęcam do zapoznania się z moim postem o prawidłowej pielęgnacji dziecka oraz instruktażem ćwiczeń dla dzieci z napięciem. Wszytko co tam znajdziesz jest jak najbardziej wskazane wprowadzić w codzienność.
Katarzyna Bruska- Bartoszek
Dużo przydatnych porad, pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńCałkiem interesujący i konkretny blog, pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOd napisania tego artykułu, mięło sporo czasu- ponad rok. W tym czasie pomogłam dziesiątkom dzieciom kolkowym. To naprawdę działa! Na pierwszej wizycie rodzice na twarzach mają"maski" zmęczenia, zrezygnowania i troski i co najgorsze bezradności. Dzieci natomiast są wykończone, nie wiadomo skąd biorą siłę na kolejny płacz. Już po tygodniu czasem pojawia się ukojenie w pewnym stopniu dziecka, a na twarzach rodziców zamiast worków pod oczami zaczynam zauważać błysk w oku i nadzieję, bo udało się przespać- jeszcze nie wyspać. Po około dwóch tygodniach dziecko uśmiech się do mnie pełną gębą, jakby mówiło dziękuję, a rodzice wchodząc rozpromienieni oznajmiają mi, ze pierwsza noc przespana. Do tego stopnia jest to dla nich zaskoczeniem,że z obawy sprawdzane było czy dziecko oddycha. To jest dla mnie największe wynagrodzenie! To ze dziecko przespało 1 noc to nie znaczy że kolki się skończyły! Jednak wszystko idzie ku lepszemu i "koszmary kolkowe" w pełnej okazałości nie wracaja.
OdpowiedzUsuńDziecko płacze, a ty nie wiesz dlaczego? Naprawdę w większości przypadków potrafię pomóc. Nie mogę znieść gdy dziecko cierpi! Liczba noworodków i niemowlaków, którym pomogłam przynieść ulgę rośnie!
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawie to zostało opisane.
OdpowiedzUsuńFaktycznie takie kolki również mogą powodować to, że nasze dziecko po prostu staje się nerwowe. Ja jeszcze niedawno czytałam na stronie https://whisbear.com/pl/blog/12-sposobow-by-uspokoic-niemowle/ iż jest kilka fajnych sposobów na to, aby ukoić nerwy naszego niemowlaka.
OdpowiedzUsuń